Był wtorek. Deszczowy, szary wtorek, daleko do weekendu. Pochłonięci w codzienności ludzie pracowali i zajmowali się rodzinami.
Rano obudziła ją wiadomość od Krzysztofa: “dzień dobry kochanie, mam nadzieję że to będzie piękny dzień”. Kolejny dzień z dziećmi, codziennymi obowiązkami i mężem w pracy.
Krzysztof wracając z pracy kupił jej bukiet tulipanów, by osłodzić siedzenie w domu. Bardzo się ucieszyła, bo lubiła tulipany. Wieczór przyszedł szybko, dzieci poszły spać jak zawsze, a Krzysztof wykąpał się, zjadł kolację i z książką w rece czekał w łóżku na żonę, która szykowała coś na jutro.
Weszła do sypialni. Jej wzrok był inny, drapieżny i świeży, pozbawiony codziennego zmęczenia. Dała mu buziaka, mocno się przytulając.
– Bardzo ładny prezent mi dzisiaj kupiłeś, wiesz jak lubię świeże kwiaty w wazonie.
– Drobiazg, kochanie!Chciałem poprawić Ci humor.
– Ach tak? Dobrze, pozwól wiec, że teraz to ja ci go poprawię!
Zeszła ręką na dół i mocno złapała go za przyrodzenie i od razu zaczęła nią poruszać Wiedziała, że to lubił. Odsłoniła kołdrę i zeszła niżej. Zaczęła go całować po brzuchu. Nie idealnym, męskim i okrągłym. Zaczęła pieścić go ustami, powoli i delikatnie.
Wiedziała, że go zaskoczyła. Lubiła to robić i wiedziała, że wtedy jego podniecenie jest największe.
Pieściła go szybciej i mocniej, niemal dławiąc się swoim przyjacielem, z którym znała się już tyle lat. Zachowywała się jak zdzira, jak tania szmata, a nie żona. Sama nabijała go sobie do gardła. Widziała po Krzysztofie, że długo tak nie wytrzyma, więc zwolniła i wyciągnęła go z ust. Jego wzrok był rozmarzony w przyjemności otrzymanej od żony.
– Kochanie, myślisz, że samymi kwiatami uszczęśliwisz kobietę? Musisz mnie jeszcze zerżnąć!
Zaskoczyła go. Była dzika, a on podniecony po lodziku. Nie musiał być zachęcany dwa razy. Złapał ją mocno w talii i rzucił na łóżko, klęknął przed nią i mocno wbił się w żonę. Był nawet lekko zaskoczony, że tak łatwo wszedł. Widać było że ją też ta sytuacja podnieciła.
Zaczęli się kochać szybko i mocno. Trzymając ją za biodra, nabijał żonę mocno i łapczywie, jakby robili to pierwszy raz . Uwielbiała tę pozycję. Czuła że należy do męża, gdy mocno trzymał ją za biodra, a jej piersi falowały pod każdym ruchem. Zaczęła pojekiwać coraz głośniej, a to było za dużo dla jej męża. Ruszał się cały czas szybko i mocno, podnosząc jej biodra do góry i prostując jej ciało. Poczuł, że więcej nie wytrzyma, wyszedł z niej szybko i skończył na jej brzuchu. Nie zdążyła zasłonić się rękami i cały ładunek spadł na jej ciało. Anna troszkę żałowała, że tak szybko jej mąż skończył, ale była z siebie dumna, że tak dobrze go obsłużyła.
Wtulili sie mocno w siebie.
Nagle odezwał się Krzysztof:
– Aniu?
– Tak, kochanie?
– Te tulipany były z promocji…
Roześmiali się obydwoje i usnęli wtuleni w siebie.